Komunikat „ja” w rozmowach wychowawcy z rodzicami

Komunikat „ja” w rozmowach wychowawcy z rodzicami

Rozmowy wychowawcy z rodzicami rzadko dotyczą spraw obojętnych. Najczęściej pojawiają się wtedy, gdy coś nas niepokoi, utrudnia codzienną pracę z klasą albo wymaga wspólnego namysłu nad sytuacją dziecka. Właśnie dlatego sposób rozpoczęcia takiej rozmowy ma ogromne znaczenie. Jedno zdanie może otworzyć rodzica na współpracę, ale może też uruchomić obronę, napięcie i potrzebę tłumaczenia się.

W praktyce szkolnej łatwo niechcący wejść w język oceny: „Państwa dziecko przeszkadza”, „nie stosuje się do zasad”, „ma lekceważący stosunek do obowiązków”. Takie komunikaty bywają zrozumiałe, bo wynikają z realnego zmęczenia, frustracji lub troski wychowawcy. Jednocześnie dla rodzica często brzmią jak oskarżenie. A tam, gdzie pojawia się oskarżenie, szybko znika przestrzeń do spokojnej rozmowy o tym, co można zrobić. Komunikat „Ja” pomaga przesunąć rozmowę z poziomu zarzutu na poziom opisu doświadczenia nauczyciela. Zamiast mówić rodzicowi, „jakie jest dziecko”, wychowawca mówi, co konkretnie zauważa, co to w nim uruchamia, dlaczego jest to dla niego trudne i do jakiej współpracy chce zaprosić rodzica. Dzięki temu rozmowa nie zaczyna się od walki o rację, lecz od wspólnego przyjrzenia się sytuacji.

Z artykułu dowiesz się:

  • czym naprawdę jest komunikat „Ja” i dlaczego nie sprowadza się do grzeczniejszego formułowania trudnych informacji,
  • jak komunikat „Ja” zmienia dynamikę rozmowy wychowawcy z rodzicem,
  • jak odróżniać fakty od interpretacji i ocen,
  • dlaczego w rozmowie warto mówić o konkretnych zachowaniach, a nie o cechach ucznia,
  • jak nazywać emocje wychowawcy, żeby nie przemycać ukrytych zarzutów,
  • czym różni się „czuję się…” od „czuję, że…”,
  • jak mówić o konsekwencjach zachowania ucznia z perspektywy nauczyciela,
  • jak budować rozmowę z rodzicem wokół wspólnego szukania rozwiązania.

Logika komunikatu „Ja"

Komunikat „Ja” bywa mylnie rozumiany jako po prostu grzeczniejsza wersja naszego odbioru sytuacji. Czasem wydaje się, że wystarczy złagodzić ton, dodać „proszę”, ubrać zarzut w uprzejme słowa i rozmowa przebiegnie spokojniej. Tymczasem komunikat „Ja” proponuje coś więcej. Okazuje się, że ta zmiana sięga sposobu myślenia o sytuacji, a nie tylko jej językowego opakowania, w którym przedstawiamy komunikat rodzicowi.

Zdanie: „Państwa dziecko przeszkadza na lekcji” brzmi jak przekaz: macie Państwo problem do rozwiązania, proszę się tym zająć. Rodzic wówczas często reaguje automatycznie, wchodząc w rolę obrońcy swojego dziecka. Zamiast rozmowy o rozwiązaniach, szybko pojawia się potrzeba tłumaczenia, usprawiedliwiania albo odpierania zarzutów.

Zwróćmy uwagę jak zupełnie inaczej brzmi komunikat: „Zauważyłam, że… i martwi mnie to, ponieważ…”. Taka wypowiedź przenosi ciężar rozmowy na doświadczenie nauczyciela. Mówiący nie ocenia dziecka, tylko opisuje, co widzi i co to w nim uruchamia. Z uczuciami trudno polemizować, nikt nie odpowie: „nieprawda, nie martwi się pani”. Emocja/uczucie wychowawcy staje się punktem wyjścia, bez inicjowania sporu.

W efekcie rodzic nie musi nikogo bronić. Uczeń nie został zaatakowany, rodzic również. Zamiast oskarżenia pojawia się informacja o tym, co dzieje się w świecie nauczyciela, który prowadzi lekcję i odpowiada za klasę. Pojawia się też zaproszenie do wspólnego szukania rozwiązania.

To pozornie niewielka zmiana językowa, ale jej skutki są znaczące, gdyż rozmowa jest o tym, „co się dzieje i jak możemy to wspólnie uporządkować”. Zmienia się dynamika, zmieniają się role i często w konsekwencji zmienia się też gotowość rodzica do współpracy, do której go zapraszamy.

Cztery składniki komunikatu „Ja”

Klasyczny model komunikatu „Ja” według Thomasa Gordona składa się z trzech elementów: faktu, uczucia i konsekwencji. Dla rozmowy z rodzicem dodajemy czwarty, którym jest zaproszenie, które domyka komunikat i nazywa, w jakim zakresie potrzebujemy wsparcia rodzica.

1. Fakt – co dokładnie widzę i słyszę

To zwykle najtrudniejszy element komunikatu „Ja”, choć na pierwszy rzut oka wydaje się najprostszy. Trudność polega na tym, że nasz mózg błyskawicznie dopowiada interpretację, zanim zdążymy opisać sytuację.

„Kuba przeszkadza” to ocena.
„Kuba rozmawia z kolegą w trakcie mojej wypowiedzi” to fakt.

Najprostszy sposób weryfikacji jest taki: faktem jest to, co mogłaby zarejestrować kamera. Kamera nie nagrywa „przeszkadzania”, „ignorowania” ani „braku szacunku”. Nagrywa konkretne słowa, gesty i zachowania. Reszta dzieje się w naszej głowie, w procesie interpretacji.

✗ „Kuba notorycznie przeszkadza."
✓ „W tym tygodniu trzy razy Kuba komentował moje wypowiedzi, na te komentarze klasa reagowała śmiechem."

Opis oparty na faktach nie zostawia przestrzeni do kłótni, bo nie zawiera ocen. Słowo „notorycznie” od razu otwiera pole do sporu: „wcale nie notorycznie, ostatnio raz albo dwa”. Natomiast „trzy razy w tym tygodniu” jest konkretne, sprawdzalne i trudne do podważenia.

2. Uczucie/emocja – co to ze mną robi

Na tym etapie łatwo wpaść w pułapkę zdania zaczynającego się od „czuję, że…”. Brzmi ono jak emocja, ale często przemyca ocenę.

„Czuję, że Kuba mnie nie szanuje” nie opisuje uczucia. To zarzut, tylko podany w łagodniejszej formie.

Emocje są zwykle proste i konkretne. To takie słowa jak: zmęczony/a, sfrustrowany/a, bezradny/a, zaniepokojony/a, zlekceważony/a, zaskoczony/a, zły/a, rozczarowany/a. Określamy je zwykle jednowyrazowo, czasem jednak w komunikacie nazywamy dwie warstwy emocji, np. zaniepokojenie i zaskoczenie. Ważne, by każda z nich pozostała opisem stanu mówiącego.

Dlatego po słowach „czuję się…” powinien pojawić się przymiotnik opisujący stan mówiącego, czyli odpowiedź na pytanie: „czuję się – jak?”. Dzięki temu uwaga pozostaje na wychowawcy, a nie na ocenie ucznia. Komunikat nadal jest komunikatem „Ja”, a nie zawoalowanym „Ty”.

Jest tu jeszcze jedna trudność: tzw. emocje „ładnie wyrażone”. Często wybieramy sformułowania, które brzmią grzecznie i bezpiecznie („martwię się”, „jest mi smutno”), choć w środku czujemy coś ostrzejszego: zdenerwowanie, frustrację, poczucie lekceważenia. Oczywiście to mówiący decyduje, jak nazwać swój stan, tym bardziej warto świadomie dobierać słowa, zwłaszcza gdy emocje są silne.

  „Czuję, że Kuba mnie nie szanuje.”
  „Czuję się wtedy lekceważony/a.”

Jednocześnie, warto zauważyć, że w pracy wychowawcy bywają sytuacje, w których nadmierne łagodzenie emocji odbiera komunikatowi autentyczność i siłę, o których więcej w sekcji: Najczęstsze błędy w komunikacie „Ja".

3. Konsekwencja – dlaczego to dla mnie problem

Trzeci element odpowiada na pytanie, które stoi za każdym uczuciem: no dobrze, ale co z tego wynika dla mnie? W tym miejscu wychowawca nazywa konsekwencję, jakie dana sytuacja, postawa czy zachowanie mają dla niego.

Za każdym uczuciem stoi jakaś nasza potrzeba, i to z niej bierze się dyskomfort. W komunikacie z rodzicem nie nazywamy jednak samej potrzeby, ponieważ brzmi ona zwykle abstrakcyjnie i obco („potrzebuję spokoju", „potrzebuję uważności"). Dlatego lepiej mówić o jej konkretnym skutku. Potrzebą nauczyciela może być: poprowadzenie lekcji bez przerywania z powodu hałasu. Konsekwencją, o której mówimy rodzicowi: tracę wątek, a klasa traci fragment lekcji. Potrzeba jest źródłem, konsekwencja jest tym, co komunikuję.

I co istotne, mówimy o konsekwencji dla siebie, nie dla ucznia, nie dla klasy, nie dla „dobra ogółu". Łatwo sięgnąć po argumenty wyższego rzędu i uzasadniać dyskomfort interesem klasy albo jakością procesu dydaktycznego. Komunikat „Ja" działa właśnie dlatego, że mówi o konkretnym skutku dla konkretnej osoby, w tym przypadku nauczyciela.

Skutki, o których mówi wychowawca, są zwykle prozaiczne: tracę wątek, muszę przerwać lekcję, nie mogę dokończyć tematu, nie nadążam z materiałem, stracone są minuty zaplanowane na ćwiczenie, muszę mówić głośniej, żeby być słaszany, muszę zająć się sytuacją zamiast prowadzić zajęcia.

✗ „…bo to zaburza atmosferę w klasie." (rozmyte, niekonkretne)
✓ „…bo gdy klasa wybucha śmiechem, tracę wątek, a pozostałe dzieci tracą fragment lekcji."

Konkret w nazywaniu konsekwencji działa analogicznie jak konkret w opisie faktu, tj. nie pozostawia przestrzeni do dyskusji. „Atmosfera w klasie" to pojęcie, które każdy może rozumieć inaczej. „Tracę wątek" natomiast jest konkretne i niepodważalne.

4. Zaproszenie – co wspólnie zrobimy

Zaproszenie to element, którego klasyczny model Gordona nie uwzględnia, a który w rozmowie z rodzicem okazuje się kluczowy. Bez niego komunikat brzmi jak zgłoszenie problemu do protokołu: „informuję, że jest źle” i na tym moja rola się kończy. Zaproszenie domyka wypowiedź i od razu kieruje rozmowę w stronę współpracy, wychowawca pozostaje zaangażowany.

Najważniejsze jest to, że zaproszenie ma formę propozycji, a nie polecenia.

Zamiast: „proszę z nim porozmawiać” pojawia się:
„chciał(a)bym to z Panią omówić”,
„zastanawiam się, co Pan o tym myśli”,
„może wspólnie znajdziemy sposób, jak mu pomóc”.

Różnica jest subtelna, ale bardzo wyraźna w odbiorze. W pierwszym wariancie rodzic dostaje zadanie do wykonania. W drugim natomiast zostaje zaproszony do rozmowy, w której obie strony są równie potrzebne.

Dobre zaproszenie niesie też ważny, choć niewypowiedziany wprost komunikat: jesteśmy po tej samej stronie. Trudność nie jest „problemem dziecka” ani „problemem rodzica”, tylko sytuacją, której wspólnie się przyglądamy. Dzięki temu wychowawca i rodzic zaczynają szukać rozwiązań razem, zamiast wchodzić w spór o to, kto ponosi odpowiedzialność.

DR ANNA KOZIOŁ

Nagrody i wyróżnienia

Sprawdź inne serwisy

Epedagogika Poradnik Dyrektora Szkoły Strefa logopedy Educado Zarządzanie przedszkolem kadry i finanse resql